Jesteśmy w średniowieczu? Egzaminy z historii sztuki

Sesja trwa w najlepsze. Czas produkcji ton notatkowej makulatury, kolorowanej znalezionymi w domu markerami i kredkami. Oczywiście przeważnie brakuje czasu, by doczytać wszystko do końca. Jak dobrze być wzrokowcem! ;)

Lwia część "historyczno-sztucznego fachu" opiera się na patrzeniu. Można by też powiedzieć, że percepcja jest punktem wyjścia historii sztuki. Gdy zaczęłam te studia, zostałam w specyficzny sposób uszczęśliwiona: wreszcie moje zeszyty mogły być bezkarnie dekorowane niezliczoną ilością rysunków! I to na temat. Opatrzeć się trzeba, ale by zapamiętać, przydaje się fantazja. A ta u historyków sztuki potrafi nie znać granic, zwłaszcza jeśli ogarnięta jest egzaminową gorączką. Nieraz w rozmowach pojawia się specyficzny szyfr, z którego osoby postronne niewiele by zrozumiały bez sięgnięcia do odpowiednich źródeł. Weźmy na przykład takie zdanie, zasłyszane na dzień przed egzaminem:


No, to dzisiaj gothic night, chyba podzielę los Beauvais, upiję się światłem, 
a jutro pozostanie mi tylko założyć fasadę i szczerzyć się jak Regalinda. 
By poprawnie zinterpretować powyższą wypowiedź, należy wiedzieć, że: a) gothic night to noc przed egzaminem ze sztuki gotyckiej, b) Beauvais to gotycka katedra, która dwukrotnie uległa zawaleniu (nie łam się!), c) światło rozumiane w gotyku było jako budulec przestrzeni, miało przenikać ściany (np. przez witraże), idąc nawet głębiej - miało symbolizować Boga, d) założyć fasadę - czyli rodzaj maski, przecież fasada poprzedza wnętrze katedry, skrywa jego mroki (mroki niewiedzy przykładowo), e) uśmiech Regalindy - popatrzcie sami jak ufny (trafię w pytanie?).
 
To wszystko i wiele innych niesamowitych smaczków sprawia, że zarówno moment sądny, czyli egzamin, jak i same dzieła, jawią się jak gdyby z przymrużeniem oka, a zatem...


* * *


Epitafium Barbary Polani, ok. 1409
Przyjrzyjmy się śląskiemu Epitafium Barbary Polani. Jest to przykład polskiego, średniowiecznego malarstwa tablicowego. Co widzimy? Barbara Polani wraz z dwiema córkami klęczy, prezentowana przez Jana Ewangelistę Chrystusowi. Dominują figury święte i choć jest to już schyłkowa faza hierarchizacji postaci, to na pierwszy rzut oka rzeczywiście klęczące wydają się nienaturalnie małe. Formalnie można mówić o dość ostrej linii diagonalnej, jaką tworzą postaci wpatrzone w Chrystusa. Teraz omińmy wzrokiem omówioną scenę i zerknijmy na tło.


Mark Rothko, No. 14, 1960
Mark Rothko, amerykański abstrakcjonista, przyszedł mi na myśl niemal natychmiast po zobaczeniu epitafium. To jeden z moich ulubionych obrazów tego artysty, a przy tym także obrazów w ogóle. Wydaje się być jednym z jego najmocniejszych dzieł o niepokojącym, może nawet nieco demonicznym wyrazie. Tym, co najsilniej na nas działa, jest oczywiście barwa. Może z czymś się kojarzy? Przywodzi coś na myśl? Jak twierdzą znawcy, ona dotyka raczej naszej warstwy emocjonalnej - pochłania umysł, osacza i wciąga - jest zupełnie pozbawiona intelektualnego waloru. Przyjrzyjmy się płaszczyźnie czerwieni. Wyłania się z czerni, jest żywa i dynamiczna. Takie wrażenie wywołują zatarte kontury plamy.

Rzecz jasna ani polski artysta nie dokonał jakiejś transcendentnej syntezy czasów, ani Mark Rothko nie pokonał oceanu specjalnie, by w odległej Polszcze odnaleźć inspirację dla swego dzieła. Jednak Sztuka wspaniałomyślnie pozostawia nam rozległe pole do popisu w interpretacji, doszukiwania się własnych, świeżych historii i kontekstów. Pomnik ostatnich dziesięcioleci, jakim były sztywna chronologia i granice stylowe, nasze pokolenie zaczyna negować. Dostrzegamy, że niekiedy sztuczne i zbyt umowne ramy ograniczają nasz sposób poznawania, zaś intertekstualne związki międzyobrazowe otwierają nieodkryte jeszcze lądy wyobraźni. Jasne, myślę sobie przed każdym egzaminem, podstawy trzeba opanować w najlepszym stopniu, jednak nie mogą one przyćmić oryginalnego sposobu myślenia/patrzenia i pewnej dozy fantazji. ;)


źródła ilustracji:
paintinghere.com
wikipedia.com